Subscribe:

czwartek, 11 kwietnia 2013

Papież Franciszek nie do zaakceptowania dla postępowej ideologii



Dzisiejsze media prześcigają się w analizie poglądów nowego papieża Franciszka. I powoli widać, że wybór tego akurat kardynała na Papieża doprowadza postępowe środowiska do szewskiej pasji. Czemu?

Papież Franciszek to konserwatysta, zajadły przeciwnik wszelkiej ideologii lewicowej, genderowej, homoseksualnej. Dlatego media z nurtu liberalnego zaczynają ubolewać, że Kosciół znowu "wybrał starca i zaprzepaścił szansę na reformę".

W krótkich zdaniach konserwatyzm obecnego Papieża przedstawił dziennik "Fakt", który zastanawia się nad tym czy nowy papież dopuści małżeństwa homoseksualne? Czy pozwoli gejom i lesbijkom adoptować dzieci? A może zniesie celibat księży? Odpowiedzi Papieża (jeszcze jako kardynała Jorge Mario Bergoglio) są następujące:

1. Małżeństwa homoseksualne - "To pogwałcenie planu Bożego" - wypowiedź Franciszka z 2010 r.

2. Adopcja dzieci przez homoseksualistów - "Jest to forma działania przeciwko dzieciom" - mocno podkreślał kardynał Bergoglio.

3. Aborcja - "Aborcja nigdy nie jest rozwiązaniem. Mówiąc o ciąży, trzeba brać pod uwagę oba życia. I o oba dbać. Szacunek dla życia jest wartością bezwzględną - twierdzi Bergoglio.

4. Eutanazja - "To jak kara śmierci" – twierdzi Papież.

5. Celibat - Papież jest obrońcą celibatu księży.

6. Stosunek do innych wyznań - Papież jest za budowaniem przyjaznej relacji. W 2005 r. wraz z argentyńskimi Żydami i Muzułmanami wystąpił przeciwko terroryzmowi.

Widać więc, że nie jest to papież salonu postępowego i światowego.


Sebastian Moryń



Źródło: Fakt

www.fronda.pl

Tajemnicze światło na obrazie Matki Bożej z Guadalupe - Patronki życia


Podczas Mszy św. w intencji dzieci zabitych przed narodzeniem, z obrazu Matki Bożej z Guadalupe, w Sanktuarium w Meksyku, wydobyło się światło, które - na oczach tysięcy wiernych - utworzyło kształt ludzkiego embrionu, podobny do obrazu widzianego podczas badań echograficznych.


Zjawisko zostało sfotografowane przez obecnych w świątyni. Zdjęcia wizerunku Matki Bożej ze świetlnym embrionem można zobaczyć na stronie internetowej Francuskiego Stowarzyszenia Katolickich Pielęgniarek i Lekarzy (www.acimps.org). Jego działacze przypuszczają, że Maryja pokazała w swym łonie obraz nienarodzonego Jezusa.


Komentując zamieszczone fotografie, ks. Luis Matos ze Wspólnoty Błogosławieństw podkreśla, że nie są one odblaskiem światła zewnętrznego, np. fleszy aparatów fotograficznych. Powiększenia fotografii, zrobionych przez wiernych obecnych w sanktuarium, wyraźnie pokazują, że światło pochodzi bezpośrednio z wnętrza obrazu. Białe, intensywne światło ma formę i rozmiary ludzkiego embrionu. Widać również na nich strefy cienia, charakterystyczne dla echograficznych wizerunków płodu w łonie matki.


Tymczasem ks. José Luis Guerrero Rosado, kanonik bazyliki w Guadalupe i dyrektor Wyższego Instytutu Studiów Guadalupiańskich przestrzega przed pochopnym nazywaniem zaobserwowanego zjawiska cudem. Na stronie internetowej sanktuarium (www.virgendeguadalupe.org.mx) określa krążące w internecie doniesienia na ten temat mianem sensacyjnych. Wskazuje, że jedyne, co na razie wiadomo, to fakt, że przed wizerunkiem Matki Bożej pojawiło się światło, niewytłumaczalne w sposób naturalny. Nie jest to jednak wystarczająca podstawa, by z całą pewnością stwierdzić, że Maryja ukazała nam Jezusa jako nienarodzone dziecko - zaznacza duchowny. Argumentuje, że brak naturalnego wyjaśnienia zjawiska nie oznacza jeszcze, że dokonał się cud. Zauważa zarazem, że w sprawie tej nie wypowiedziały się jeszcze ani władze sanktuarium, ani archidiecezja Miasta Meksyk, na której terenie się ono znajduje.

 


sanctus.pl

środa, 10 kwietnia 2013

Odpowiedź na najważniejsze pytania


Jan Paweł II podkreśla, że „ostatecznej odpowiedzi na każde pytanie człowieka, zwłaszcza na jego pytania religijne i moralne, udziela jedynie Jezus Chrystus. Więcej: sam Jezus Chrystus jest odpowiedzią” (Veritatis splendor, 2).


Odpowiedź na najbardziej dramatyczne pytania o sens życia, cierpienia i śmierci można znaleźć tylko przez przylgnięcie z wiarą do osoby Jezusa Chrystusa, który jest „obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1, 15), „odblaskiem Jego chwały” (Hbr 1, 3), „drogą i prawdą, i życiem” (J 14, 6). Jan Paweł II podkreśla, że „ostatecznej odpowiedzi na każde pytanie człowieka, zwłaszcza na jego pytania religijne i moralne, udziela jedynie Jezus Chrystus. Więcej: sam Jezus Chrystus jest odpowiedzią” (Veritatis splendor, 2). Stając się prawdziwym człowiekiem, Bóg objawił ludzkości całą prawdę o sobie oraz o sensie życia i powołania każdego człowieka: „Tajemnica człowieka wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy Słowa Wcielonego” (Gaudium et spes, 22); „Poza tą perspektywą tajemnica osobowego istnienia pozostaje nierozwiązywalną zagadką. Gdzież indziej człowiek mógłby szukać odpowiedzi na dramatyczne pytania, jakie stawia sobie w obliczu bólu, cierpienia niewinnych i śmierci, jeśli nie w świetle promieniującym z tajemnicy męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa?” (Fides et ratio, 12).

Skoro Jezus Chrystus objawił całą prawdę o Bogu i o sensie ludzkiego życia, sprawą pierwszorzędnej wagi jest jej poznawanie przez systematyczną lekturę Pisma św., Katechizmu Kościoła Katolickiego, przyswajanie nauki Kościoła, a przede wszystkim przez nawiązanie osobistej relacji z Jezusem Chrystusem w wytrwałej, codziennej modlitwie i w sakramentach oraz przez życie zgodne z zasadami moralnymi i Ewangelią.
„Bogu objawiającemu należy okazać posłuszeństwo wiary” (Dei verbum, 5). Ten akt wiary, zawierzenia siebie objawiającemu się Bogu jest momentem decydującym o wiecznym szczęściu człowieka, o jego zbawieniu: „Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście (…). Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie” (Pwt 30, 5. 19-20). Człowiek ma wolność wyboru i może Boga odrzucić – ale wtedy dokonuje się w jego życiu największy duchowy dramat zniewolenia przez grzech, złe duchy i śmierć. Prorok Jeremiasz w następujących słowach wyraził tragedię odrzucenia Boga przez człowieka: „Niebo, niechaj cię na to ogarnie osłupienie, groza i wielkie drżenie! (…) Bo podwójne zło popełnił mój naród: opuścili Mnie, źródło żywej wody, żeby wykopać sobie cysterny, cysterny popękane, które nie utrzymują wody” (Jr 2, 12-13).
Decyzja wiary w Boga, zawierzenie siebie Bogu angażuje całą osobę i jest aktem, poprzez który człowiek osiąga wolność i niezniszczalne szczęście. Jan Paweł II podkreśla, że wolność „nie tylko towarzyszy wierze – jest jej nieodzownym warunkiem. Więcej, to właśnie wiara pozwala każdemu jak najlepiej wyrazić swoją wolność. Innymi słowy, wolność nie wyraża się w dokonywaniu wyborów przeciw Bogu. Czyż można bowiem uznać, że autentycznym przejawem wolności jest odmowa przyjęcia tego, co pozwala na realizację samego siebie? Akt wiary jest najdonioślejszym wyborem w życiu człowieka; to w nim bowiem wolność dochodzi do pewności prawdy i postanawia w niej żyć” (Fides et ratio, 13).
Autentyczne życie wiarą wyraża się w codziennym zawierzaniu całego swojego życia Chrystusowi w wytrwałej modlitwie oraz w sakramentach pokuty i Eucharystii. Życie wiarą jest także związane z trudem podporządkowywania całego swojego postępowania przykazaniom Dekalogu, Ewangelii i zasadom moralnym. Tylko przez takie życie otwiera się przed człowiekiem droga zbawienia. Pan Bóg mówi nam, że Jego miłość „nie wejdzie w duszę przewrotną, nie zamieszka w ciele zaprzedanym grzechowi” (Mdr 1, 4). Bóg jednak nie pozostawia grzeszników samym sobie. Nieustannie apeluje do nich, wzywa ich do nawrócenia, do przyjęcia daru Bożego miłosierdzia.
Przebaczenie, wyzwolenie z niewoli największych grzechów staje się możliwe tylko mocą Jezusa Chrystusa. Trzeba z całkowitą, dziecięcą ufnością przyjść do Jezusa obecnego w sakramencie pokuty i wyznać Mu wszystkie swoje grzechy. Taka jest istota orędzia miłosierdzia Bożego. Zmartwychwstały Jezus przypomina nam, że jest On „miłością i miłosierdziem samym” (Dz. 1024). Zachęca: „Niech się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jak szkarłat” (Dz. 699); „Większe jest miłosierdzie moje aniżeli nędze twoje i świata całego. (...) Dla ciebie pozwoliłem otworzyć włócznią najświętsze serce swoje i otworzyłem ci źródło miłosierdzia; przychodź i czerp łaski z tego źródła naczyniem ufności. Uniżonego serca nigdy nie odrzucę” (Dz. 1485); „Otworzyłem swe serce jako żywe źródło miłosierdzia, niech z niego czerpią wszystkie dusze życie, niech się zbliżą do tego morza miłosierdzia z wielką ufnością” (Dz. 1520); „Łaski z mojego miłosierdzia czerpie się jednym naczyniem, a jest nim ufność. Im dusza więcej zaufa, tym więcej otrzyma” (Dz. 1578). Prawdę o nieskończonym Bożym miłosierdziu trzeba z radością przyjąć, żyć nią na co dzień i głosić wszystkim ludziom.





Nie lękaj się cierpień, Ja jestem z tobą (Dz. 15)



„Nie lękaj się cierpień, Ja jestem z tobą” (Dz. 15). Pan Jezus zapewnia nas, że w każdym cierpieniu On jako pierwszy niesie jego ciężar i że współcierpi z nami. Jakiekolwiek cierpienie, które nas dotyka, jeżeli zostanie na modlitwie oddane Jezusowi, staje się źródłem największych łask. Święta Faustyna pisze, że wtedy „cierpienie jest skarbem największym na ziemi – oczyszcza duszę. W cierpieniu poznajemy, kto jest dla nas prawdziwym przyjacielem. Prawdziwą miłość mierzy się termometrem cierpień” (Dz. 342). Pan Jezus powołuje niektórych ludzi do wielkiej misji współcierpienia z Nim za zbawienie świata. Tak mówił Pan Jezus do św. Faustyny: „Czekałem na ciebie, aby się podzielić cierpieniem, bo któż lepiej zrozumie cierpienie moje, jak nie oblubienica moja?” (Dz. 348).

Siostra Faustyna przeprosiła Jezusa za swoją oziębłość i prosiła Go, aby dał jej jeden cierń ze swojej korony cierniowej. Jezus obiecał, że da jej tę łaskę. „Następnego dnia – pisze św. Faustyna – rano podczas rozmyślania uczułam bolesny cierń w głowie z lewej strony; cierpienie trwało przez cały dzień, rozmyślałam nieustannie, jak Jezus mógł wytrzymać ból tylu kolców, które są w koronie cierniowej. Łączyłam swoje cierpienia z cierpieniem Jezusa i ofiarowałam za grzeszników. O godzinie czwartej, kiedy przyszłam na adorację, ujrzałam jedną z naszych wychowanek, która strasznie obrażała Boga grzechami nieczystymi w myślach. Widziałam także pewną osobę, przez którą grzeszyła. Lęk przeszedł przez moją duszę i prosiłam Boga przez boleść Jezusa, aby raczył ją wyrwać z tej nędzy strasznej. Jezus mi odpowiedział, że udzieli jej łaski nie dla niej, ale dla prośby mojej. Teraz zrozumiałam, jak bardzo powinniśmy się modlić za grzeszników” (Dz. 349). Jezus uświadomił św. Faustynie, a także uświadamia każdej i każdemu z nas: „Kiedy konałem na krzyżu, nie myślałem o sobie, ale o biednych grzesznikach i modliłem się do Ojca za nimi. Chcę, ażeby i ostatnie chwile twoje były zupełnie podobne do Mnie na krzyżu. Jedna jest cena, za którą się kupuje dusze – a tą jest cierpienie złączone z cierpieniem moim na krzyżu. Miłość czysta rozumie te słowa, miłość cielesna nie pojmie ich nigdy” (Dz. 324).

Po złożeniu pierwszych ślubów bardzo poważnie pogorszył się stan zdrowia s. Faustyny i wtedy bardzo cierpiała. Na dodatek niektóre siostry podejrzewały, że udaje. „W pewnym dniu – pisze s. Faustyna – skarżyłam się Jezusowi, że jestem ciężarem dla sióstr. Odpowiedział mi Jezus: Nie żyjesz dla siebie, ale dla dusz. Z cierpień twoich będą korzystać inne dusze. Przeciągłe cierpienie twoje da im światło i siłę do zgadzania się z wolą moją” (Dz. 67).

Pan Jezus dał poznać św. Faustynie, na czym polega prawdziwa miłość i jak ją trzeba okazywać Bogu. Tak pisze św. Faustyna: „Prawdziwa miłość Boga zależy na wypełnieniu woli Bożej. Ażeby okazać miłość Bogu w czynie, trzeba, ażeby wszystkie uczynki nasze, chociażby były najmniejsze – muszą płynąć z miłości dla Boga. – I powiedział mi Pan: Dziecię moje, najwięcej Mi się podobasz przez cierpienie. W cierpieniach swoich fizycznych czy też moralnych, córko moja, nie szukaj współczucia u stworzeń. Chcę, aby woń cierpień twoich była czysta, bez żadnych przymieszek. Żądam, żebyś się nie tylko oderwała od stworzeń, ale i sama od siebie. Córko moja, chcę się napawać miłością serca twego – miłością czystą, dziewiczą, nieskalaną, bez żadnego przyćmienia. Córko moja, im więcej ukochasz cierpienie, tym miłość twoja ku Mnie będzie czystsza” (Dz. 279). W innym miejscu Dzienniczka św. Faustyny czytamy: „Wielka miłość rzeczy małe umie zamieniać na rzeczy wielkie i tylko miłość nadaje czynom naszym wartość, a im miłość nasza stanie się czystsza, tym ogień cierpień mniej będzie miał w nas do trawienia i cierpienie przestanie być dla nas cierpieniem – stanie się nam rozkoszą. Za łaską Bożą teraz otrzymałam to usposobienie serca, że nigdy nie jestem tak szczęśliwa jak wtenczas, kiedy cierpię dla Jezusa, którego kocham każdym drgnieniem serca. Kiedy raz miałam jedno cierpienie wielkie, uciekłam od obowiązku do Pana Jezusa i prosiłam, aby mi udzielił swej mocy. Po króciutkiej modlitwie wróciłam do obowiązku, pełna zapału i radości. – Wtem mi mówi jedna z sióstr, że: Pewno siostra dziś ma wiele pociech, bo taka siostra jest rozpromieniona. Bóg pewno siostrze nie daje żadnego cierpienia, tylko same pociechy. – Odpowiedziałam: Myli się siostra bardzo, bo właśnie wtenczas, kiedy wiele cierpię, to i radość moja większa, a kiedy mniej cierpię, to i radość moja mniejsza. Jednak ta dusza dawała mi poznać, że mnie w tym nie rozumie. Starałam się jej to [tak] wytłumaczyć: kiedy cierpimy wiele, to mamy sposobność wielką okazać Bogu, że Go kochamy, a kiedy cierpimy mało, to mamy mało sposobności, by okazać Bogu swą miłość, a kiedy nie cierpimy nic, to miłość nasza nie jest wielka ani czysta. Możemy dojść za łaską Bożą [do tego], że cierpienie dla nas zamieni się w rozkosz, bo miłość umie takie rzeczy działać w duszach czystych” (Dz. 303). Pomódlmy się słowami św. Faustyny: „Jezu, dziękuję Ci za codzienne drobne krzyżyki, za przeciwności w moich zamiarach, za trud życia wspólnego, za złe tłumaczenie intencji, za poniżanie przez innych, za cierpkie się obchodzenie z nami, za posądzenia niewinne, za słabe zdrowie i wyczerpanie sił, za zaparcie się własnej woli, za wyniszczenie swego ja, za nieuznanie w niczym, za pokrzyżowanie wszystkich planów. Dziękuję Ci, Jezu, za cierpienia wewnętrzne, za oschłości ducha, za trwogi, lęki i niepewności, za ciemność i gęsty mrok wewnętrzny, za pokusy i różne doświadczenia, za udręki, które wypowiedzieć trudno, a zwłaszcza za te, w których nas nikt nie zrozumie, za godzinę śmierci, za ciężkość walki w niej, za całą jej gorycz. Dziękuję Ci, Jezu, któryś wpierw wypił ten kielich goryczy, nim mnie, złagodzony, podałeś. Oto przyłożyłam usta do tego kielicha woli Twojej świętej, niech mi się stanie według upodobań Twoich, niechaj się stanie ze mną to, co zakreśliła mądrość Twoja przed wiekami. Pragnę wysączyć kielich przeznaczeń aż do ostatniej kropelki, nie chcę badać ich przeznaczenia; w goryczy – radość moja, w beznadziejności – ufność moja. W Tobie, Panie, wszystko dobre jest, co daje ojcowskie Twe serce; nie przenoszę pociech nad gorycze ani goryczy nad pociechy, ale za wszystko dziękuję Ci, Jezu. Rozkoszą moją jest wpatrywać się w Ciebie, Boże niepojęty. W tych tajemniczych istnieniach przebywa duch mój, tam czuję, że jestem u siebie. Znane mi [jest] dobrze mieszkanie Oblubieńca mego. Czuję, że nie ma ani jednej kropli krwi we mnie, która by nie płonęła miłością ku Tobie. O Piękności niestworzona, kto Ciebie raz pozna, ten nic innego kochać nie może. Czuję otchłań swej duszy bezdenną i nic jej nie wyrówna – jeno Bóg sam. Czuję, że tonę w Nim jako jedno ziarenko piasku w bezdennym oceanie” (Dz. 343).
„Jest moim największym pragnieniem, by dusze Ciebie poznały – żeś Ty jest ich szczęściem wiekuistym – aby uwierzyły dobroci Twojej i wysławiały nieskończone miłosierdzie Twoje” (Dz. 305).



Redakcja


wtorek, 9 kwietnia 2013

Prosta Modlitwa Josha McDowella



„Panie Jezu, potrzebuje Ciebie. Dziękuję, ze oddałeś za mnie życie na krzyżu. Przebacz mi i oczyść mnie. W tym momencie przyjmuje Cie jako Zbawiciela i mojego Pana. Spraw, abym stał się takim człowiekiem, jakim chciałeś mnie uczynić, stwarzając mnie. Ojcze, modle się w imię Chrystusa. Amen”.

Jest to prosta i krótka modlitwa, Josha McDowella, zaczerpnięta z książki jego autorstwa pt: "Jezus. Więcej, niż cieśla". Myślę, że treść tej modlitwy jest warta uwagi.

"Spraw, abym stał się takim człowiekiem, jakim chciałeś mnie uczynić, stwarzając mnie."

Bóg słyszy i wysłuchuje ...  i jest naprawdę bardzo blisko, ze swoją miłosierną miłością. To dobry czas i moment aby pójść jeszcze bardziej naprzód...

"W tym momencie przyjmuje Cie jako Zbawiciela i mojego Pana. Spraw, abym stał się takim człowiekiem, jakim chciałeś mnie uczynić, stwarzając mnie."

"Ojcze, modle się w imię Chrystusa."



Paweł

Faustyna - film




Film fabularny o Apostołce Bożego Miłosierdzia, Św. Siostrze Faustynie Kowalskiej.

Co to jest?